A co, jeśli pogląd, którego bronisz dzisiaj, za kilka lat przestanie być dla Ciebie prawdziwy?
Może niektórych swoich przekonań wcale już nie podzielasz, tylko jeszcze o tym nie wiesz?
Bo czasami jesteśmy tak mocno przywiązani do swoich poglądów, że nawet nie przyjdzie nam do głowy, że można je zweryfikować.
Bronimy jakiejś idei nie dlatego, że nadal jest dla nas prawdziwa, ale dlatego, że z czasem przywiązaliśmy sie do niej.
„Przecież ja zawsze tak uważałem”, „ja po prostu taka jestem”, „to jest moje zdanie i koniec”.
Tylko, że…my się zmieniamy. Mamy nowe doświadczenia, więcej rozumiemy.
Zaczynamy dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie widzieliśmy.
I dlatego coś, co kiedyś było dla nas oczywiste, po kilku latach może przestać takie być.
Sama mam taki przykład, z pokorą. Kiedyś bardzo nie lubiłam tego słowa.
Pokora kojarzyła mi się z poddaństwem, uniżeniem, stawianiem siebie niżej od kogoś.
Z tym powiedzeniem: „Pokorne ciele dwie matki ssie”.
Czyli dokładnie z tym rodzajem pokory, który w rzeczywistości jest służalczością.
Pamiętam, że byłam bardzo przeciwna temu, kiedy ktoś mówił, że powinniśmy być pokorni.
Później usłyszałam gdzieś, że pokora nie jest naturalnym stanem człowieka, bo dzieci przecież nie rodzą się pokorne. I zaczęłam patrzeć na to inaczej.
Z czasem sama weryfikowałam swoje rozumienie pokory.
Pomyślałam, że może powinniśmy być pokorni wobec sił natury. Wobec tego, co jest od nas większe. Wobec Boga, natury, życia, ale nie w stosunku do ludzi, bo niby dlaczego? Przecież wszyscy jesteśmy sobie równi.
I przez jakiś czas tak właśnie uważałam.
W międzyczasie zmieniała się moja świadomość i dzisiaj widzę to jeszcze inaczej.
Pokora jest potrzebna, nawet bardzo.
Ale żeby być pokornym w zdrowym, pozytywnym znaczeniu tego słowa, trzeba mieć wysokie poczucie własnej wartości.
Bo człowiek, który nie zna swojej wartości, może pomylić pokorę z umniejszaniem siebie.
Ja dzisiaj rozumiem pokorę zupełnie inaczej.
Mogę wiedzieć, ile jestem warta i jednocześnie nie uważać się za kogoś lepszego od innych.
Mogę być silna i jednocześnie uznawać, że nie wiem wszystkiego.
Mogę znać swoją wartość i jednocześnie być otwarta na to, że mogę się mylić.
Sednem nie jest zmienianie poglądów dla samego zmieniania. Sednem jest gotowość, by jeszcze raz im się przyjrzeć i być może stwierdzić, że dziś już tak nie uważam.
I właśnie dlatego dzisiaj uważam, że warto mieć odwagę podważać również to, o czym jesteśmy najbardziej przekonani.
Nie dlatego, żeby zmienić zdanie, ale po to, żeby spojrzeć jeszcze raz, z innej strony.
Zadać sobie pytanie: „Czy ja naprawdę nadal tak myślę?”
A jeśli po tym sprawdzeniu okaże się, że tak – świetnie, zostawiam ten pogląd.
Ale wtedy wiem, że jest mój, dzisiaj, a nie tylko przejęty od kogoś i utwierdzany przez moje „zawsze tak myślałam”.
Bo to nie chodzi o to, że mamy poglądy, przecież mamy do nich prawo. Problemem bywa to, że czasami nie pozwalamy sobie ich zmienić.
A przecież zmiana zdania nie musi oznaczać, że wcześniej byliśmy głupi.
Może oznaczać po prostu, że dzisiaj rozumiemy więcej niż wtedy, że dziś myślimy inaczej.
A Ty?
Czy jest jakiś pogląd, przekonanie albo sposób patrzenia na życie, który kiedyś był dla Ciebie oczywisty, a dzisiaj widzisz go zupełnie inaczej?
Napisz do mnie, chętnie poczytam.
💚
Ewa
