Dlaczego nie warto przekonywać innych do swoich racji? Otóż każdy z nas ma inne doświadczenia, jest inny i w zwiazku z tym nasze postrzeganie świata się różni. Świetnie ilustruje to opowieść o trzech ślepcach. Zaprowadzono ich do zoo i każdy z nich dotkął słonia, ale każdy innej części jego ciała. Jeden trąbę, drugi ucha, a trzeci nogę. Sprzeczali się później jak wygląda słoń. Każdy mówił co innego, ale wszyscy przecież mieli rację. I tak jest z nami i naszym postrzeganiem świata. Każdy z nas ufa bardziej sobie, niż innym, a przecież doskonale widzi, z doświadczenia jak wygląda i funkcjonuje świat. „Problem” w tym, że zgodnie z tym co potwierdza fizyka kwantowa efekt obserwacji zależy od obserwatora i jest taki jakiego obserwator oczekuje. Dlatego właśnie materializuje/realizuje się to oczym jesteśmy w głębi swej istoty przekonani i w co wierzymy. Myśl połączona z emocją. Więc skoro z własnego doświadczenia wiesz o czymś to dlaczego miałbyś dać się przekonać, że jest inaczej. To bardzo prosty mechanizm. Stąd te dyskusje, że moja racja jest najmojsza, nie przynoszą efektu. Jest jeszcze jeden ważny element. Otwartość umysłu. Osoba posiadająca go, przynajmniej wysłucha argumentów rozmówcy i je przemyśli. Otwarte umysły dopuszczają, że mogą istnieć inne punkty widzenia, że istnieją rzeczy których oni nie znają, nie widzieli, nie rozumieją. Ale to już nie ma nic wspólnego z przekonywaniem. I jeszcze jedno. Im bardziej kogoś przekonujemy, tym bardzie on czuje się atakowany i tym bardzie broni swoich racji. Więc czy warto tracić energię i czas na coś, co nie przyniesie efektu?
Otwartości Ci życzę, z Miłością ❤️
Ewa
