Czytam zarzuty, że osoby świadome, rozwijające się duchowo, które nie angażują się w bieżące sprawy polityczne i społeczne, to strusie chowające głowę w piasek.
Każdy ma prawo do własnego zdania i ja to szanuje, jednak poczułam potrzebę przedstawienia swojej perspektywy w tym temacie.
Nie można zapominać, że jesteśmy wielowymiarowi, a i nasze życie takie jest. My to nie tylko fizyczność.
Wszystko co robimy zapisuje się w świadomości zbiorowej i wpływa na nią czy nam się to podoba czy nie.
Wszyscy z niej czerpiemy, ci których postępowanie nam się nie podoba również. Więc chyba lepiej, by były tam informacje, które będą nas w znosić, niż te ciągnące w dół. Nie sądzisz?
Druga sprawa. Metody do których jesteśmy nawoływani – walka, opór, konflikty są stosowane od setek czy nawet tysięcy lat i dokąd nad doprowadziły?
Skoro coś używane tak długo nie przynosi oczekiwanych rezultatów to może czas już zmienić metody?
To, że nie angażujemy się fizyczne, nie chodzimy na demonstracje, nie walczymy, nie oznacza, że nie robimy nic, że nie przyczyniamy się do zmian, których pragniemy.
Moim zdaniem niech każdy robi to co potrafi najlepiej. Partaczy już mamy dosyć.
Czy może chodzi o to by, czy wiesz co robisz czy nie wiesz, to działaj bo tak trzeba? Nie sądzę.
Doświadczanie z powodu którego się wcielamy na Ziemi to kolejny aspekt. Angażowanie się w politykę i inne bieżące sprawy nie jest jedynym sposobem doświadczania. Przecież każda dusza ma swoje plany w tym zakresie.
Jeśli ktoś ma potrzebę i czuje, że to go woła – proszę bardzo.
Ale nie odsądzajmy innych od czci, wiary, honoru i ambicji, bo mają inną drogę, bo realizują również plany nowej Ziemi, ale tak jak czują.
Pozwólmy sobie być sobą, a innym innymi.
Takie moje dzisiejsze przemyślenia.
JESTEM, z Miłością ❤️
Ewa